Dla Jamesa i Logana ten dzień nie zakończy się spokojnie. Nie spędzą tego popołudnia tak jak Kendall czy Carlos. Musieli się stawić na trening. Logan spojrzał na swoją zabandażowaną rękę. Próbował zgiąć bardziej palce, lecz białe więzy uniemożliwiały mu to. James natomiast zastanawiał się co będzie dalej z jego nauką w szkole. Nie chciał widzieć na oczy Briana. Zastanawiał się czy Becker już się wygadał dyrektorce czy może czeka na dobry moment. Spojrzał na Logana, który martwił się o swoja rękę. Kiedy próbował zwinąć ją w pięść, syknął z bólu.
- Może zostań dziś w domu, co?- powiedział szatyn gdy się spakował.
- Dam sobie radę.- odpowiedział sucho marszcząc brwi.- Muszę sobie poradzić.
- Nie za wiele od siebie wymagasz?
- Każdy ma swoje granice, a moja nie została jeszcze przekroczona. I dam radę.
Dwadzieścia pięć minut później przebierali się już w szatni. James dostrzegł, że miejsce Lucasa jest zupełnie puste. A jeszcze dziś rano mówił mu, że będzie. Wtem do szatni wszedł Brian ze swoimi koleszkami, Mitchem i Paulem. Tym razem Paul dźwigał za niego torbę. Brian zrzucił z siebie białą