James postawił zaledwie jeden krok w domu, a już zdążył cały postawić na nogi. Wyklinał niepohamowanie mając gdzieś przechodzących chodnikiem sąsiadów za jego plecami. Trzasnął drzwiami nie zważając na to, że coś zgrzytnęło w zamku. Logan, który właśnie uczył się swojej roli w kuchni, zaciekawił się tą sytuacją.
- Ludzie w tej szkole są jacyś pojebani!- rzucił plecak na sofę.- Ja pierdole...
- Po pierwsze, ostatnio tylko klniesz i nic więcej. Po drugie, kto tym razem ci podpadł?
- Ashley!
- Ashley?- uniósł brwi.- Przecież ona jest spoko.
- Wcale nie. Te wszystkie grupki... czy to sportowa czy z cheerleaderek. Tam oni wszyscy są nienormalni. A wszystko jej wina. Gdyby nie ona, nie byłoby tego wszystkiego. Ona mnie podpuszczała, traktowała jak psa szczując mięsem. Brian był tym mięsem. Ona myślała, że ja się nią zainteresuje jeśli uda, że interesuje ją ten playboy!
- Ale przecież to podziałało.- wtrącił.- Gdyby nie to, nawet byś do niej pewnie nie podszedł.