poniedziałek, 11 stycznia 2016

~ 58 ~ Epiloque. Nawet jeśli myślisz, że nie zostanie po tym nic, zawsze pozostanie chociaż pamięć.

Sam czuła się dziś jak księżniczka. Nigdy wcześniej nie wyglądała piękniej. Nawet jeśli przez perfekcyjny makijaż i stylizacje przebijały się objawy jej choroby, nie czuła się nigdy przedtem tak szczęśliwa jak dzisiaj, a co za tym idzie, zestresowana. Wychyliła potajemnie głowę zza kulis żeby rozeznać się w terenie. Całe miejsce dla widowni było puste oprócz trzech miejsc w pierwszym rzędzie gdzie znajdowała się komisja egzaminacyjna, a w niej ich nauczycielka tańca, pani Hemingway, i dwoje innych ludzi, którzy mają być tą bezstronną częścią rady, którzy przyjechali z innej szkoły. Oczywiście Sam wyobrażała sobie, że cała sala jest pełna i za chwilę odstawi na tej oto scenie najlepsze przedstawienie swojego życia. James radził jej zupełnie odwrotnie, aby wymazała każdego innego z tego pomieszczenia żeby mogła w pełni skupić się na tańcu, jednak ona uprzedziła go, że nie będzie takiej potrzeby. To było jej marzenie. Chciała zdążyć poczuć się jak gwiazda.
- Poczułam się wolnym człowiekiem. Za chwilę odbędę najważniejszy taniec życia, więc chyba spełniłam już drugie marzenie.- powiedziała do niego uśmiechając się.- Jeszcze zostało jedno.
- A jakie jest trzecie?- spytał.

poniedziałek, 4 stycznia 2016

~ 57 ~ Problemy z przeszłości dziś mogą być jedynym rozwiązaniem.

Przez ostatnie tygodnie Katelyn ma uczucie, że żyje w fantastycznym świecie przepełnionym fikcją oraz sytuacjami, które w normalnym życiu nie mają miejsca. Otóż jej prawny opiekun, John Carter, po latach niesprawiedliwych rządów oraz bezpodstawnych ocen, znalazł chyba swoje serce gdzieś na krańcu ciemnej i lodowej krainy pokrytej szronem. Mężczyzna stał się dla niej milszy. Nie obarcza jej już szeregiem zadań domowych, który w tym miejscu stał się jej dzienną rutyną, Zaczął traktować ją naprawdę jak członka rodziny i nagle zaczął rozumieć potrzeby nastoletnich dziewczyn. Nie mniej jednak stał się taki jak Lydia dla swoich dzieci( co już nie ma miejsca), czyli nadopiekuńczy. W zamian za dobre zachowanie jakim ją raczył, musiał wiedzieć zawsze w jakie miejsce się udaje i z kim, i nawet nie przeszkadzało mu to, że czasem był to i Kendall Schmidt! Oczywiście Katelyn nie kryła przed nim takich informacji, chociaż do dzisiaj nie może uwierzyć w to, co się dzieje.
- Kate, gotuję obiad i zabrakło soli. Czy skoczyłabyś do sklepu obok?- odwrócił głowę w jej stronę, ale nadal stojąc na kuchennym stanowisku. Jeszcze niedawno to pytanie byłoby rozkazem typu Kate, idź po sól, a potem ugotujesz obiad. Dziewczyna wzięła pieniądze i wyszła do sklepu. Oczywiście nie

poniedziałek, 28 grudnia 2015

~ 56 ~ Dostać coś wtedy kiedy już tego nie potrzebujesz.

Logan trzymał kurczowo różowy pamiętnik Ash pod bluzą. Rozejrzał się w amoku czy nikt go przypadkiem nie obserwuje, co było tylko wytworem jego wyobraźni, ponieważ nikt prócz Jenny nie miał pojęcia, że Henderson jest w posiadaniu książki, która jest odpowiedzią na przeróżne pytania. Szukał przyjaciela po każdym możliwym korytarzu, a Borrenwood nie była w stanie aż za nim gonić.
- Hej, widzieliście Jamesa? Był może tu James?- zaczepiał każdą znaną twarz w kacie desperacji.
- Logan, zwolnij trochę.- w końcu go dogoniła.- Zaraz wypluję płuca...
- Muszę go znaleźć. James?!
- Nie ma go.- zza rogu wyłonił się Brian.- Pięć minut temu opuścił salę ćwiczeniową i poszedł do domu.
- Kurcze. Ja mam jeszcze improwizacje.- tupnął śmiesznie nogą.
- Logan, to poczeka.
- Ty tak myślisz. Albo dobra. Przesiedzę cicho zajęcia i przetłumaczę resztę, tyle ile się da.
- A mogę wiedzieć o co kaman?- spytał Becker.

poniedziałek, 21 grudnia 2015

~ 55 ~ Mogę się tylko domyślać co w trawie piszczy.

Bal zimowy zakończył się ogólnym sukcesem. Nadchodzący weekend był przepełniony jeszcze emocjami z tamtejszej nocy, jednakże w poniedziałek trzeba było wrócić na ziemię i kontynuować swój codzienny żywot. Zajęcia Katelyn przesunęły się na późniejszą godzinę ze względu na to, że pani Benson zachorowała i zapowiada się, że nie będzie jej długi czas. Ten czas chciała spędzić na leniuchowaniu. Oczywiście bajka bajką. Carter szybko znalazł jej zajęcie. Tym razem znów udowodnił, że nie brak mu wyobraźni, ponieważ kazał dziewczynie odchwaścić trawnik pod jego nieobecność. Dziewczyna zaczęła wydawać z siebie różne dźwięki niezadowolenia gdy tylko jego auto zniknęło z podjazdu. Praca była żmudna i zajęło jej to więcej czasu niż myślała. Nadal jednak miała wystarczająco czasu do szkoły. Usiadła sobie na schodach i rzucając brudne rękawice ogrodowe, zgarbiła się zmęczona. Teraz wszystko wokół niej nabrało większej uwagi. Drzewa, domy, bezpańskie psy chodzące po chodniku. Przypomniała sobie o Chesterze, którego Kendall zakopał na końcu ulicy. Chwilę później zauważyła mężczyznę. Był dość wysoki, lekko przygarbiony. Miał na sobie nietypowy zestaw ubrań. Na nogach miał jeansy, a jego flanelową koszulę przykrywał

poniedziałek, 14 grudnia 2015

~ 54 ~ Rany goją się znacznie szybciej w towarzystwie przyjaciół.

Jenny zatrzymała się w ostatniej chwili. Puściła klamkę. Jej ręka bezwiednie opadła, tak samo jak głowa. Biła się ze swoimi myślami. [Co powinnam zrobić? Jeśli powiem Loganowi prawdę, on ją znienawidzi. Zostawi ją. To by było dla niego lepsze. Ten związek jest chory i powinien się skończyć. Z drugiej strony on będzie cierpiał. Ciężko byłoby mu drugi raz przeżyć to samo. Załamałby się, a ja nie chcę jego cierpienia...]
- Proszę...- usłyszała za sobą jej głos. Gdy się odwróciła, Mayra nadal płakała. Jej słone łzy kapały na aksamitną sukienkę. Jej perfekcyjny makijaż ulegał powolnemu rozpływaniu się. Jenny bardzo chciała się przekonać, że to tylko dobra gra aktorska.
- Co z tego masz?- spytała próbując zachować zimną krew.
- Ale z czego?- chusteczką przecierała łzy.
- Naprawdę go kochasz czy tylko udajesz?- oparła się o drzwi.
- Kocham. Czemu miałabym udawać? Nie wiem o czym ty naprawdę myślisz, ale to na pewno nie jest tak. Prawda. Szukałam kogoś na bal, ale Logan nie jest dla mnie tylko kimś na ten wieczór.
Pierwszy raz czuję, że ktoś mnie rozumie i akceptuje taką jaką naprawdę jestem.

poniedziałek, 7 grudnia 2015

INFO DOT. ROZDZIAŁU 54 ( 07/12/15 )

Cześć Wam! Dziś jest poniedziałek, więc pewnie czekacie na najnowszy rozdział. Myślałam, że mnie to nigdy nie spotka, ale z przykrością muszę oświadczyć, że w tym tygodniu rozdział się nie pojawi. Miałam tutaj małą awarię i rozdział się nie zapisał. Przepadł w czeluściach. Płaczę. Wybaczcie, ale musicie poczekać jeszcze te nieszczęsne siedem dni. Za utrudnienia przepraszam. Widzimy się za tydzień! Buziaczki :*


poniedziałek, 30 listopada 2015

~ 53 ~ Cały szczegół tkwi w zwykłej kolorowej szmacie.

Bal zbliżał się wielkimi krokami. Wszyscy już od dawna byli gotowi na tip top. Ich kreacje wisiały w szafie i czekały na swoje wielkie wyjście. Większość miała swoją parę, ale niektórzy nie. A niektórzy nawet o to nie dbali. Jenny siedziała samotnie na ławce rozmyślając o swoim życiu. W niespodziewanych chwilach do głowy przychodzą najróżniejsze rzeczy. Zastanawiała się jak będzie wyglądać jej przyszłość. Przypomniała jej się nagle wczorajsza rozmowa z Loganem...

- A co ty tam tak namiętnie przeglądasz, Henderson?
- To teraz kumam, że po nazwisku do mnie gadasz.- uśmiechnął się i zamknął czasopismo.- Wcześniej mówiłaś do mnie kumplu albo ziom, ale przez ostatnie tygodnie nic. 
- Przeszkadza ci to?
- Nie, przyzwyczaiłem się.- odpowiedział.- Czy to przez to, że ostatnio na zmianę się kłócimy i godzimy?
- Nie. Ale jak chcesz to mogę to tego wrócić...- zamyśliła się na moment. Teraz inaczej te słowa przechodziły jej przez usta.-... ziom.

poniedziałek, 23 listopada 2015

~ 52 ~ Zaskoczenie słynie z tego, że przychodzi znienacka.

- Ty uważasz się za dobrą matkę? A widziałaś z czym on wczoraj przyszedł do mnie?- Logan uderzył pięścią w stół.- Czy ty widziałaś jego twarz? Trzy dni mnie nie ma, a ty wracasz do picia!
- Gówniarz mnie zdenerwował!- wrzasnęła Mayra.- Jakbyś chciał wiedzieć nie radzę sobie z nim odkąd od nas odszedłeś!- wyżaliła się z płaczem.
- Tak? A tym twoim nowym gachem umiałaś się zająć? I Dave musiał to oglądać... Jesteś zwykłą szmatą! Jeszcze się dziwisz? Zabieram mojego syna do siebie...
- To jest nasz syn!- przypomniała.
- Jeszcze...
- Wystarczy.- przeszkodził im pan David.- Logan, nie wiedziałem, że można z ciebie wydobyć taką agresję. Mayra, dobra konsekwencja w postawie. Nie pogubiłaś się jak ostatnio. Widzę progres, więc dostaniecie po piątce. Owacje!- klasa zaczęła klaskać. Torrensel zasiadł do biurka i wstawił oceny do dziennika.- Myślę, że zrobimy sobie jeszcze jedne ćwiczenia pod koniec miesiąca i będę w stanie wystawić wam ocenę semestralną.

poniedziałek, 16 listopada 2015

~ 51 ~ Wszyscy jesteśmy tylko dziećmi.

James po rozstaniu z Ashley nadal czuł wyrzuty sumienia, ale nie żałował swojej decyzji. Ten związek to była pomyłka, która nigdy nie powinna się wydarzyć. Wolał pozostać w jej oczach draniem, aby szybciej się z niego wyleczyła. Wiedział, że w tym pseudo związku było coś nienaturalnego, coś chorego. Mimo całej tej sytuacji Ash była na drugim miejscu w jego głowie, ponieważ cały czas myślał o nowo poznanej koleżance. Słyszał o niej same dobre rzeczy, ale w jego wcześniejszych wyobrażeniach była zupełnie kimś innym. A ta prawdziwa Sam jest idealna, jak dokładnie odwzorowanie jego indywidualnego gustu. James siedział przy stoliku z przyjaciółmi zadowolony. Wiedział, że niebawem ma przyjść, bo przychodziła do szkoły codziennie o tej samej porze, czyli na długiej przerwie. Powinien przejmować się Kendallem i Carlosem, którzy siedzieli przybici, ale od pewnego czasu nie potrafił, co sam uważał za egoistyczne. [ A przecież każdy może sobie pozwolić na odrobinę egoizmu, prawda?]
- A co ty się tak odstroiłeś?- spytał Logan Maslowa.
- Ja? Przecież wiesz, że codziennie dobrze wyglądam, nie przechwalając się.- wyszczerzył się.

poniedziałek, 9 listopada 2015

~ 50 ~ Każdy w końcu musi dźwigać swój krzyż.

Przedmieścia San Diego dzisiejszego dnia były okryte wyjątkowo paskudną pogodą. Zazwyczaj słoneczne niebo zastąpiły ciemne chmury. Lada moment mógł spaść deszcz, więc wszyscy siedzieli w swoich domach traktując deszcz jak coś obcego. Była jednak osoba, której nie przeszkadzała ta pogoda. W Minnesocie rządziły niższe temperatury, a do tego śnieg. To było dla niego nic. Pojedyncze kropelki deszczu zaczęły kapać na czubek jego jasnych włosów. Kilka z nich delikatnie spływały mu po policzkach tworząc sztuczne łzy, które jeszcze niedawno mogły zlać się z tymi prawdziwymi. Chciał, aby ten deszcz zmył z niego ten ból, poczucie winy i rozpacz. Jego życiowe przeznaczenie okazało się przykrym koszmarem. Ich rozstanie nie było przypadkowe. To był priorytet. Żałował, że zakochał się w tej skromnej blondynce, ale serce nie sługa. Nie potrafił zapomnieć i pogodzić się tym, że jest to pewnego rodzaju zakazana miłość. Wiedział, że nie ma po co walczyć skoro jest na straconej pozycji. Nie dawał sobie nadziei, że ona wróci do niego. Nie miał teraz żalu do Cartera, bo nagle zrozumiał tego człowieka. On też by znienawidził takiego człowieka. Niby niewinnego, ale najbardziej winnego. W tej chwili.

poniedziałek, 2 listopada 2015

~ 49 ~ Przez cały czas przed oczami widziałaś nieszczęście.

Od incydentu na chodniku minęły dwa dni. Dwa dni błogiej ciszy. Ciszy, która wyżerała go od środka. Głuchość, która zabijała w nim nadzieję. Czas działał tylko na niekorzyść. Każda minuta miała swoją własną walutę. Gdyby miał obliczać na kalkulatorze, wynikłoby z tego, że na jedną minutę przepada godzina. Z tamtego domu też biła cisza. Nie słyszał żadnych kłótni. Po prostu nic. Uznał, że może to i dobrze, ale ta niewiedza była jak gangrena. Roznosiła się po jego ciele nieubłaganie. Katelyn przez ten czas nie pokazała się w szkole. Nie można jej było znaleźć w Internecie. Nie odpisywała na wiadomości i włączała się skrzynka pocztowa za każdym razem gdy chciał zadzwonić. Stała się zupełnie nieosiągalna dla reszty świata. Jednak musiał żyć dalej. Jedyne co chwilowo odwracało jego uwagę od cierpienia było prawo jazdy. Teraz nie miał głowy, aby uczyć się przepisów. O tym pomyśle dowiedział się Gustavo i nawet pomógł chłopakowi wysyłając mu samochód. Oczywiście chłopak obiecał, że wsiądzie za kółko dopiero wtedy kiedy dostanie dokument do ręki. Był jednak wyjątkowo zdenerwowany. Musiał wyjść z tego pokoju, tego domu. O mało co nie wpadłby na swój wiszący żyrandol, który należał do jego ojca. Kiedy stanął przed domem,

poniedziałek, 26 października 2015

~ 48 ~ Brązowe szkiełka lornetki i papierowy uśmiech.

Katelyn odrobiła swoje lekcje od razu po przyjściu do domu, więc miała dla siebie całe wolne popołudnie. Wyszła na zewnątrz przed dom i usiadła na schodach. Na podjeździe nie było jeszcze tego samochodu. Na samo wspomnienie aż przeszły ją dreszcze. Rozmyślała o mało istotnych rzeczach kiedy dołączyła się do niej siostra.
- Zostaw mnie, Lauren...- burknęła blondynka.
- Aleś ty jesteś miła, wiesz? A powinnaś być miła, bo mam urodziny.
- Ale dopiero jutro.- przypomniała jej. Nie lubiła tych dni. To był ten czas kiedy jej siostra była traktowana w takie dni jak księżniczka i była obdarowywana wspaniałymi prezentami. A zatem jej urodziny były czymś innym, a raczej niczym. Był zwykłym dniem. Dostawała od Niego zwykłe życzenia. Przyjeżdżała wtedy babcia, aby wręczyć jej prezent tłumacząc, że Carter, jej syn, też się na niego złożył. Sam nigdy jej nic nie dał.
- A czy ty byłaś miła w moje urodziny? A, zapomniałabym. Ty nawet nie wiedziałaś, że mam wtedy urodziny. Dowiedziałaś się dopiero wieczorem gdy wróciłam z prezentem od Samanthy.

poniedziałek, 19 października 2015

~ 47 ~ Mam takie wrażenie, że nie znam jej tylko ze zdjęcia...

James siedział przy stoliku razem z Ashley jedząc drugie śniadanie. Kilka stolików dalej był stolik jego przyjaciół, przy którym zazwyczaj jadał. No właśnie. Jadał. [ Chciałbym tam wrócić i razem z nimi znów spędzać ten czas. Zawsze była jakaś beka podczas długich przerw. To wolne krzesełko wręcz na mnie patrzy. Ale nie mogę tam usiąść, bo Ash się obrazi. Ona chce, abym siedział z nią skoro jesteśmy parą. A jak jej zaproponowałem żeby usiadła tam razem ze mną, to stwierdziła, że nikt nam nie może przeszkadzać. Powoli mam tego wszystkiego dość.] Kendall pomachał do niego z ich stolika, a Ash ściągnęła brwi. 
- O co ci chodzi?- spytał.
- Jedz, a nie machasz.- powiedziała.
- Czasami mam dziwne wrażenie, że...- nie dokończył, ponieważ na stołówce pojawiło się poruszenie. Wszyscy skierowali wzrok w stronę wejścia na stołówkę. James przyjrzał jej się.

poniedziałek, 12 października 2015

~ 46 ~ Od gorzkich łez do stwardniałego serca.

Od całej afery z panem Davidem Torrenselem minęły dwa tygodnie. W tym czasie większość uczniów znudziła się tym tematem. Dla Jenny i Lucasa nie było już tak uciążliwe uczęszczanie do tej placówki. Nie mniej jednak niektórzy nadal pamiętali. Mowa tu o pannie May Ackerman, która codziennie próbowała jakoś zaradzić tej sytuacji, ale sama nie wiedziała jak to zrobić. Jej przyjaciółka Ashley nie wiedziała jak jej pomóc, ponieważ bardziej przejmowała się Jamesem, który musiał poprawić wiele ocen żeby zaliczyć powoli kończący semestr, ponieważ, jak się okazało, pani Hemingway ma zastrzeżenia i nie raz zwróciła mu uwagę, że ma problemy. Jednak wszystko toczyło się swoim tempem dopóki w szkole nie zjawił się ten mężczyzna.
- Mayra!- Ash pojawiła się znikąd i napadła na przyjaciółkę z drużyny zdyszana.
- Ooo nagle się zainteresowałaś, że istnieję...- prychnęła.
- Wiesz, że tak nie jest, bo...eh.- machnęła ręką.- Ja nie o tym. Torrensel jest w szkole.
- C-co?- pisnęła przerażona. Czuła, że zaraz zaleje się potem.- Ale że już? Tak szybko?
- Jak szybko? Minęły dwa tygodnie. Po za tym uniewinnili go skoro tu jest. Co robimy?
- Ty nic nie robisz. Zmykaj do swojego Jamesa!

poniedziałek, 5 października 2015

~ 45 ~ To jest przeznaczenie, że ta droga prowadzi do nikąd.

Reszta dnia w rodzinie Borrenwoodów minęła w grobowej ciszy. Pani Lydia znowu opuściła mieszkanie. Tym razem zrozumienia szukała u swojego ulubionego sąsiada, Johna Cartera. Dobrze się dogadywali i ufali swoim zdaniu w niektórych sprawach. Lucas miał nadzieję, że jego matka trzymała język za zębami i nie wyżaliła się, że ma wypaczonego syna. Nie chciał, aby zaraz dowiedział się cały komisariat albo Kat, a z nią Kendall i tak dalej i dalej. Wciąż miał nadzieję, że to wszystko co dzieje się w tym domu zostanie w tym domu. 
Następnego dnia również został sam. Nawet nie chciał wychodzić, więc się tym nie przejmował. Miał zamiar spędzić cały weekend w swoim pokoju. Co jakiś czas jego stan sprawdzała zmartwiona siostra.
- Luc, wychodzę.- poinformowała go.
- A gdzie? Do Logana czy twoich przyjaciółek?- podniósł się z łóżka.
- Do więzienia.- odpowiedziała, a Luc wstrzymał oddech.- I od razu cię uprzedzę... nie widzę innego rozwiązania jak z nim nie pogadać.

poniedziałek, 28 września 2015

~ 44 ~ To nie jest złość tylko obawa przed najgorszym.

Następnego dnia James i Carlos spędzali wspólnie czas na tarasie za domem. Kendalla nie było w domu. Nawet nie powiedział dokąd idzie i kiedy wrócił. Po prostu wyszedł. Maslow zdał sobie sprawę, że od kiedy mieszkają sami, a Gustavo nie ma nad nim wielkiej kontroli, każdy z nich poczuł wielką swobodę w działaniu. Jednak nie zaszkodzi powiadomić przyjaciół o swoich planach. To samo tyczyło się Logana. Często wychodził z domu o różnych porach nie mówiąc nic nikomu. I o niego bardziej się martwili, ponieważ po Kendallu można było się spodziewać, że znowu idzie na potajemne spotkania z Katelyn.
- Carlos?- spojrzał na przyjaciela, który od razu podzielił swoją uwagę.- Powiedz tak szczerze... czy przyjaźń naszej czwórki się rozpada?
- Nie.- zmarszczył brwi zaskoczony.- Czemu tak pomyślałeś?
- No czy ci się nie wydaje, że to już nie jest to samo co na początku?
- Ehm...- podrapał się po głowie.- Ja tak nie myślę. Po prostu wokół każdego z nas dzieją się różne rzeczy, ale to nie oznacza, że uważamy siebie nawzajem za... No chodzi mi o to, że jeśli ja mam

niedziela, 20 września 2015

~ 43 ~ Wyjaśniona przeszłość, niewyjaśniona teraźniejszość, nieoczekiwana przyszłość.

Lydia Borrenwood jak każdego dnia, olśniewała swoją urodą i zawsze każdy z sąsiadów ją szanował. Właśnie szykowała przepyszny obiad dla swoich dzieci. Oboje uwielbiali lazanie. Mimo, że to ich ulubione danie, rzadko je przyrządzała, aby za każdym razem kiedy im to podaje, smakowało jak cząstka czegoś niebiańskiego. Odmachała panu Carterowi, który pomachał jej widząc ją w oknie. Uśmiechnęła się i wróciła do gotowania. Była zdziwiona, że jej dzieci już wracają. Sprawdziła godzinę. Było stanowczo za wcześnie. Co więcej, zaniepokoił ją wygląd córki, która miała zaczerwienione oczy.
- Dzieci, co się stało?- spytała na wejściu wycierając delikatne talerz ściereczką. Jenny chciała jej już odpowiedzieć, ale się rozpłakała.
- Dzisiaj policja przyjechała po naszego nauczyciela. Co więcej powiedział, cytuję "Jestem jej ojcem". Nie wiem jak ten człowiek może tak wkręcać. Nasz tata nie żyje, a on takim sposobem chce wymigać od tego, że ją wykorzystywał!- zdenerwował się.- A ta beczy cały czas nad tym niewartym niczego pedofilem.

poniedziałek, 14 września 2015

~ 42 ~ Bo największym błędem jest siedzieć cicho przez całe życie.

Ostatnio nadszedł czas spokoju. Wszystko się uspokoiło i unormowało. James i Ashley są parą już drugi tydzień. Brian nie dał o sobie znać zupełnie jakby unikał każdego z nich. Co więcej, dyrektorka zwolniła Jamesa ze sztuki baletowej i uniknął w ten sposób też znęcania się przez panią Hemingway, czyli wygrał podwójnie. Nie mógł sobie jednak odpuścić tego przedstawienia, więc poszli tam razem czerpać satysfakcję z tańczącego Beckera w białych rajstopach. Nie było na nim uczniów szkoły, poza wyjątkiem, Jamesa i Ash oraz Paula i Mitcha. Tylko, ze Brian nie wiedział, że jego kumple są na sali. Maslow zrobił z tego filmik, więc pomyślał, że to koniec wojny z Brianem. Teraz to on ma na niego haka. Tę bitwę uznał za wygraną.
Właśnie siedzieli oboje na murku przed szkołą razem z Loganem, który nie czuł się swojo w ich towarzystwie. Ash traktowała Jamesa jak swojego pieska. Robiła sobie z nim selfie przy każdej czynności. Bawiło to szatyna, lecz po setnym zdjęciu dzisiaj miał już dość.
- Wystarczy, Ash, bo oślepnę od flesza.
- No to wyłączę flesz.- ekspresowo to zrobiła i szybko cyknęła mu kolejne zdjęcie.- No co? Grzech

poniedziałek, 7 września 2015

~ 41 ~ Ogłaszam spotkanie przy okrągłym stole.

Chłopaki właśnie skończyli zajęcia z panią Benson i wyruszyli na zewnątrz szkoły, aby razem spędzić przerwę. Ostatnio właśnie przerwy były jedynymi okazjami do wspólnych rozmów oraz dowiedzenia się co u każdego słychać. Dawno już nie spędzali tego czasu sami, tylko we czwórkę. Taki układ pozwalał się skupiać na przyjaciołach. Kendall jako ostatni dołączył do nich. Usiadł sobie zadowolony na wolnym miejscu i wdychał listopadowe powietrze. Ten klimat zupełnie mu odpowiadał. Było tu ciepło niezależnie na porę roku. Może nie było aż tak upalnie jak pod koniec sierpnia czy jeszcze niedawno w październiku, ale nie narzekał. Lekki wiaterek opatulał jego twarz.
- A co ty taki wesoły, Kend?- spytał go Logan.
- A nic... idę wieczorem z Katelyn na randkę. 
- A gdzie jeśli można wiedzieć? Spoko, nie mam zamiaru cię śledzić.- szybko dodał brunet. Kątem oka spojrzał na Jamesa, który znów grzebał w pamiętniku Ash potajemnie.
- Do takiej małej knajpki...- powiedział trochę niepewnie.
- Pilnujcie się. Carter i jego znajomi nie mogą was zobaczyć razem.

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

~ 40 ~ Nie ma sensu, aby nadal trzymać to wszystko w tajemnicy.

Carlos nigdy nie podejrzewał, że będzie się tak obawiał rozmowy z jakimkolwiek chłopakiem. Ten dzień spędzony z Loganem w poszukiwaniu wskazówek dał mu wiele do myślenia. Jedyne o czym teraz marzył to porozmawiać z Lucasem. To nie mogło czekać. Leżał teraz w swoim pokoju. Dziwił się, że był w stanie nie ruszać się z miejsca. Miał dziwne wrażenie, że jego ciało jest pod działaniem jakiś nerwowych tików, jednak na zewnątrz nic takiego nie miało miejsca. Logan siedział na obrotowym krześle obserwując co jakiś czas Carlosa.
- Naprawdę nie wiem co jeszcze tutaj robisz.- odezwał się do niego.
- Nie wiem co mu powiedzieć.- westchnął.
- Wszystko co wiesz.
- Nie wiem jak ubrać to w słowa. To nie chodzi o prawdę, a o to, że boję się jego reakcji. Przecież ja nie chcę źle. On może się ode mnie odsunąć. Ale ty to przecież rozumiesz, prawda?
- Jak nikt inny.- przytaknął.- Ja go rozumiem. Sam bym z nim pogadał, ale myślę, że do ciebie należy ten pierwszy raz. Ty jesteś z nas mu najbliższy. I James. Ale to ty o nim wiesz najwięcej.